Menu główne
Projekt
"Z przeszłością w przyszłość"
To już nasz drugi projekt realizowany przy wsparciu funduszy unijnych w ramach Programu "Młodzież w działaniu" Tym razem skorzystaliśmy z dofinansowania w Akcji 3.1 -
Naszym partnerem w projekcie był Europejski Klub Stanisławowa z Iwanofrankiwska.Nasza współpraca została zakończona trzeciego dnia projektu -
Zapraszamy do lektury dziennika naszych dwóch uczestniczek Ady i Gabrysi:
2011.08.05
Podróż przebiegła spokojnie . W Willi u Marty pojawiliśmy się przed 14, właściwie od razu musieliśmy stawić się na pysznym obiedzie. Z powodów organizacyjnych został on podzielony na dwie części – najpierw zasiedliśmy do zupy, a kilka godzin później, o 18, do drugiego dania. Między posiłkami mięliśmy chwilkę odpoczynku po podróży – czas na ulokowanie się w pokojach i odsapnięcie, oraz zorganizowane przez naszych opiekunów zabawy na świeżym powietrzu, pozwalające na poznanie się z młodzieżą ukraińską. Pierwszym zadaniem było ‘przekazywanie cukierków’ – należało się przedstawić i podać imię osoby, od której cukierki się dostało. Cukierki obiegły całe nasze koło. Następnie zostaliśmy dobrani w pary i robiliśmy swoje identyfikatory – pisaliśmy swoje imiona w naszych alfabetach, tak, żeby każdy potrafił z łatwością odczytać imię kolegi. Zabawa ta pozwalała też zapoznać się z obcym językiem. Później zostaliśmy ustawieni na linii i patrząc na identyfikatory musieliśmy ustawić się według kolejności alfabetycznej jednocześnie nie opuszczając linii, a więc poruszając się bardzo blisko siebie. Kolejnym zadaniem było wypisanie w obu językach – polskim i ukraińskim – tego, czego spodziewamy się po tym wyjeździe, oraz naszych obaw co do niego. Ostatnią zabawą były scenki; jedna para coś pokazywała, kolejna musiała to powtórzyć. Każdy szybko odgadywał, co robiła poprzednia para. Zabawy pewnie trwałyby dłużej, gdyby nie zbliżająca się pora posiłku. Wieczór mieliśmy równie interesujący, oczywiście staramy się zintegrować i poznać Willę, w której będziemy mieszkać przez najbliższe dni.
Do minusów: Młodzież ukraińska pierwszy raz współpracuje z młodzieżą niepełnosprawną, co rodzi pewne problemy. Wydawało im się, że ich zadaniem jest wyręczyć niesłyszących, wykonać zadanie za nich. Potrzebne okazała się wyjaśnienie, że każdy sprosta zadaniom, których się podejmuje. Wyjaśniliśmy wszystkim, że liczy się dla nas proces, nie efekt. Najważniejsze byśmy robili coś razem, razem się uczyli. Najważniejsze, by każdy zdobył nowe doświadczenia i wyniósł coś dla siebie.
2011.08.06
Dzień rozpoczęliśmy o godzinie 9 wspólnym śniadaniem. Po krótkiej przerwie ruszyliśmy w miejsce naszych wczorajszych zabaw, gdzie namalowaliśmy sobie na policzkach flagi – na lewym, od serca, flagę ojczyzny, na prawym flagę nowych przyjaciół. Tak przygotowani zrobiliśmy małą sesję zdjęciową. Później podzieliliśmy się na 5 grup, w których będziemy pracować nad naszym głównym zadaniem całego wyjazdu – reportażami dotyczącymi Łemków. Aby przełamać pierwsze lody i lepiej się poznać, każda grupa otrzymała mazaki, kredki oraz wielki karton, na którym rysowaliśmy rzeczy, które według nas zachęcają obcokrajowców do odwiedzenia Polski, jak i Ukrainy. Pomysłów było wiele, od kuchni i potraw, poprzez bogatą przyrodę, po miejsca charakterystyczne obu krajów. Później, na forum, opowiadaliśmy o tym, co narysowaliśmy. Było to dla nas ciekawym doświadczeniem, gdyż musieliśmy mówić po polsku, ukraińsku, ale także migać, gdyż są wśród nas osoby niedosłyszące. Próby zrozumienia się przynoszą coraz lepsze rezultaty. Kolejnym zadaniem było ułożenie z żółtego sznurka granic naszych krajów – Polacy układali Polskę, Ukraińcy Ukrainę. Później weszliśmy w nasze ułożone kraje, i odcięliśmy granice między nimi, co było symbolem naszej przyjaźni. Zabawę zakończyliśmy tak jak zaczęliśmy – wspólnymi zdjęciami. Po zjedzeniu obiadu i krótkiej przerwie zgromadziliśmy się na świetlicy, aby nauczyć się wspólnie podstawowych pojęć w językach, w których się porozumiewamy. Najpierw pisaliśmy zdanie po polsku, później po ukraińsku, powtarzaliśmy wymowę i próbowaliśmy to wymigać. Połączyliśmy naukę z zabawą. Chwilę później ułożyliśmy wspólny kontrakt – zasady, których zobowiązaliśmy się przestrzegać w czasie wyjazdu. Nasze popołudniowe spotkanie zakończyło się drobnymi wskazówkami, które dawali nam liderzy, dotyczące spraw technicznych tworzenia reportażu. Tuż przed posiłkiem spotkaliśmy się w swoich grupach, by wymienić pomysły i zastanowić się nad pytaniami, które mamy wykorzystać przy jutrzejszym spotkaniu z Łemkami. Wieczorem młodzież ukraińska zaprosiła nas na wspólny mecz w piłkę nożną. Wynik Ukraina – Polska – 9: 9.
2011.08.07.
Na śniadaniu zebraliśmy się wyjątkowo o 8:30, aby zdążyć na busa do Krynicy Górskiej. Dotarliśmy na miejsce za wcześnie, więc dodatkowo zwiedziliśmy pobliski cmentarz. Następnie udaliśmy się na mszę do cerkwi; różniła się ona znacznie od katolickiej mszy i była śpiewana w języku Łemków, przez co polska część naszej grupy miała duże trudności ze zrozumieniem całej ceremonii. Okazało się to dla nas frajdą i możliwością do zdobywania nowych doświadczeń. Po mszy zostaliśmy zaproszeni na plebanię, na poczęstunek, który jest coniedzielną tradycją tutejszych Łemków, co dało nam możliwość porozmawiania z nimi i umówienia się na przeprowadzenie wywiadów do naszych reportaży. Resztę popołudnia spędziliśmy na zwiedzaniu Krynicy, robieniu zdjęć i na szukaniu ładnych pamiątek. Po powrocie do Tylicza i zjedzeniu obiadokolacji spotkaliśmy się w swoich grupach, aby podsumować to, co się działo dzisiaj i omówić szczegóły projektu.
2011. 08. 08.
(Po wyeliminowaniu najsłabszego ogniwa -
2011. 08. 09
Dzisiejszy dzień był bardzo męczący, ale dał też efekty widoczne w wielu grupach. Po śniadaniu dostaliśmy od naszych liderów gadżety z logiem fundacji PLATAN, w tym bluzki, w które się ubraliśmy na naszą wyprawę w teren – do Krynicy. Każda grupa miała inne zadanie, więc oczywiście nie mogliśmy pracować wszyscy razem – część grup udała się do Karczmy Łemkowskiej, która niestety okazała się być zamknięta, część ruszyła na deptak, część do biblioteki, część szukać ciekawych miejsc do sfotografowania, część na spotkanie z panem …. Pewne jest, że każda grupa wzbudzała zainteresowanie przechodniów – wszyscy ubrani jednakowo, z aparatami, musieliśmy wyglądać bardzo profesjonalnie. Jedną z naszych grup zauważył pan, którego wzięliśmy za przechodnia, a okazał się dziennikarzem telewizyjnym i obiecał nam pomóc w rozpowszechnieniu naszego projektu. Następnie zebraliśmy się na deptaku aby się naradzić i znowu rozdzielić – dwie grupy ruszyły na spotkanie z panią Anną …, która opowiadała o kuchni łemkowskiej i tłumaczyła na język łemkowski podstawowe zdania, a reszta grup bawiła się na Górze Parkowej – ‘ktoś musi pracować aby ktoś mógł się bawić’, jak mówi stara prawda. Ale nikt nie narzekał na podział obowiązków, gdyż każdemu dano wybór, nie zmuszano do pracy. Po obiedzie spotkaliśmy się w naszych grupach aby sprawdzić efekty pracy i zaplanować podobnie dzień jutrzejszy.
2011. 08. 10
Dzisiejszy dzień był poniekąd kontynuacją wczorajszego. W grupach kończyliśmy nagrywanie swoich materiałów i zwiedzaliśmy Krynicę. Od rana oglądaliśmy także zbiory krynickiego muzeum o najsłynniejszym polskim malarzu naiwnym – o NIKIFORZE. Jedna z grup właśnie na tej postaci w głównej mierze oparła swój projekt dotyczący sławnych łemków. Następnie każda z grup „poszła w swoją stronę”. Część wróciła do biblioteki, część rozmawiała z ludźmi na krynickim deptaku i opowiadała o naszym projekcie. Moja grupa na Parkowej Górze korzystała z uroków polskich gór i dopracowywała szczegóły projektu. Spędziliśmy czas na łonie natury. Po naszej małej przerwie nieco załamała nam się nienaganna jak dotąd pogoda. Dwie grupy w karczmie łemkowskiej szukały inspiracji do swoich filmików, a reszta uciekła przez deszczem do Tylicza. Po obiedzie zafundowaliśmy sobie kolejną dawkę śmiechu. Nagrywaliśmy czołówki do naszych projektów. Niesłyszący nauczyli nas swoich imion w języku migowym, co było dla niektórych kolejnym z nowych, tylickich doświadczeń. Jak się później okazało, zapamiętanie kilku gestów i zdań oraz powtórzenie nich przed kamerą nie jest takie proste.
2011.08.11.
Przyszedł dzień montażu, na usta ciśnie się nam powiedzenie: przyszła kryska na Matyska. Po dwóch dniach zbierania materiału i reporterskich szaleństw w terenie, musieliśmy zebrać efekty naszej pracy i zmontować reportaże. W naszej grupie nie mamy specjalistów filmowców i informatyków, to trudne zadanie spadło na zupełnych amatorów. Po kilku godzinach pracy wiedzieliśmy już, że to nie będzie tylko trudny dzień, ale i trudna noc? 11 sierpnia w willi Marta w Tyliczu najczęściej było słychać cztery imiona. Małgosia, Ania, Witali, Sasza – to nasi „spece”, którzy próbowali ratować nas w trudnych momentach . Jednej grupie fragmenty filmu nie chcą skleić się w całość, inni mają za cicho, drudzy za głośno, tu część materiału trzeba odrzucić, bo śnieży, prawie nic nie widać. Okazało się, że robienie reportażu wymaga naprawdę dobrego sprzętu, którego nam zabrakło. Mieliśmy za mało aparatów, które nagrywają w dobrej jakości, a w czwartek rozbiliśmy się o brak dobrego programu do montażu. Jednak duch walki w nas nie przygasł i radziliśmy sobie dzielnie. Ostatni reportaż spłyną do newsroomu kilka minut przed drugą w nocy. Część z nas z koordynatorem projektu zabrała się do wypalania płyt, poszli spać o 6 rano w piątek. Pomimo zmęczenia dobre humory nas nie opuszczały i cieszył nas a każdy kolejny krok na przód. Mamy tylko nadzieję, że nasi odbiory docenią naszą ciężką pracę (pot i łzy?).
2011.08.12
Ostatni dzień projektu okazał się trudny, choć nie aż tak jak poprzedni. Przede wszystkim część z nas była koszmarnie niewyspana przez nocny maraton wypalania płyt, a tu zamiast się wyspać należało dalej pracować. Po śniadaniu spotkaliśmy się na godzinkę w świetlicy, aby zastanowić się czy nasze oczekiwania i obawy z pierwszych dni pobytu tutaj się sprawdziły, porozmawiać na temat całego wyjazdu i powiedzieć sobie parę miłych rzeczy. Bawiliśmy się w ostatnią zabawę – naklejono nam kartki na plecy i dano długopisy do rąk. Każdy każdemu na tej kartce napisał kilka ciepłych słów, najczęściej w swoim języku, co dało nam jeszcze więcej radości, bo musieliśmy sobie nawzajem tłumaczyć co dane słowa znaczą. Oczywiście przed obiadem chwila odpoczynku nam się należała; część więc odsypiała, a część wypalała resztę płyt, aby po południu ruszyć między ludzi i przekazać im efekty naszej pracy. Aby połączyć przyjemne z pożytecznym wjechaliśmy na górę niedaleko Krynicy – Jaworzynę, gdzie ubrani w pomarańczowe koszulki i czapki, poobwieszani pomarańczowymi smyczkami i zaopatrzeni w nasze płyty rozpoczęliśmy akcję rozpowszechniania. Część ludzi chętnie słuchało naszych opowieści o Fundacji Platan i projekcie, część tylko przyjmowała płyty i odchodziła. Zdarzali się jednak i tacy, którzy obawiali się naszych płyt, pytali, czy nie ma tam wirusów, a niektórzy po prostu odmawiali przyjęcia czegokolwiek w niemiły sposób. Nasz materiał trafił też do Krynicy, do miejsc, gdzie spędziliśmy najwięcej czasu i gdzie staliśmy się rozpoznawalni. Po kolacji wspólnie obejrzeliśmy cały nasz reportaż, a po nim poszliśmy na grilla przygotowanego przez Romana. Były to nasze ostatnie chwile razem, więc bawiliśmy się naprawdę długo.
Przez ten tydzień nauczyliśmy się współpracować, ponosić odpowiedzialność za pracę, której się podjęliśmy, pokonywać barierę językową. Przeszliśmy szybki kurs obsługi kamery i aparatu, nauczyliśmy się korzystać z programów do tworzenia filmów, chociaż nikt z nas nie miał o tym wcześniej pojęcia. Nauczyliśmy się podstawowych pojęć po ukraińsku, a Ukraińcy po polsku; w dodatku je też migaliśmy. Poznaliśmy historię i kulturę Łemków, a także naszą wspólną – ukraińsko-